Na początku bezrefleksyjnie oddajemy się wierze w Świętego Mikołaja. Mikołaj jest i już. Istnieje tak samo jak istnieją wróżki, jak zabawki nocą ożywają i bawią się ze sobą, jak kot w butach mógł być prawdziwy. W moim domu tato jeszcze podgrzewał tę wiarę przypominając w każde święta, bym przed pójściem spać nie zapomniała zostawić Mikołajowi talerza gorącej zupy (bo przecież głodny jest po tak długiej podróży). Następnego ranka, prócz prezentów pod choinką, w pokoju stał też pusty talerz po zupie – dowód, że Święty Mikołaj był w naszym domu.

Pierwszych wątpliwości nabrałam w wieku około 5 lat, kiedy na przedszkolnej imprezie za Świętego Mikołaja przebrał się właśnie mój tata. Dlaczego musiał udawać Świętego Mikołaja? 🙂 Z biegiem lat zwątpienie rosło, podsycane przez rówieśników, z którymi wspólnie szukaliśmy przed świętami ukrytych w szafach prezentów. I mimo iż przyszedł w końcu taki dzień, kiedy już na 100% wiedziałam, że za prezenty odpowiadają rodzice, a Mikołaj wcale nie lata po niebie tymi swoimi saniami zaprzężonymi w renifery, to magia została. Bo Święty Mikołaj przecież istnieje, naprawdę.

Czytaj do końca na naszym blogu – TUTAJ.

blank

Tripowscy.pl to blog o podróżach, które kochamy, o smakach których próbujemy i tym co nas inspiruje.

Pin It on Pinterest

Share This